piątek, 7 grudnia 2018

Dzień #6 i #7

Cześć.
Przepraszam, że wczoraj nie było wpisu. Ale najpierw ciotka podniosła mi ciśnienie, później byłam u kosmetyczki (od kilkunastu miesięcy walczę z ropniem przy paznokciu palucha, więc to była wizyta z konieczności a nie dla przyjemności czy urody), a wieczorem pakowałam mamę na kolejny pobyt w szpitalu. Wyjechałyśmy trochę po 6.30 a wróciłam po 13-tej chociaż z lekarzem nie zdążyłam porozmawiać z lekarzem, bo jeszcze go nie było.
A co u mnie? Od 3-4 dni co raz słabiej jem. Dziś rano zjadłam dosłownie dwa kęsy kanapki i na obiad 3 pierogi. I czuję, że mi ciężko na żołądku. Zresztą zauważyłam, że brak apetytu to u mnie reakcja na stres. Przed wakacjami ważyłam 73-74 kg, później nawet nie wchodziłam na wagę, bo bałam się że za dużo pokaże. Wczoraj ważyłam 63,6 kg. Może to nie jest taki duży spadek, ale n pewno nie celowy, zwłaszcza że obrzerałam się słodyczami, ze dwa razy jadłam pizzę, a podczas poprzedniego pobytu mamy w szpitalu często gęsto dojadałam się hot-dogami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz