poniedziałek, 31 grudnia 2018

Dzień #31 i #32

Cześć.
No i stało się. W niedzielę rano zmarł mój dziadek. Z jednej strony niby widziałam, że coś się dzieje, ale z drugiej trochę myślałam, że to tylko Alzheimer. Jeszcze w sobotę mówiłam mamie, że dziadkowi może jeszcze się poprawi. Zresztą i tak starałam się mówić mamie wszystkiego, żeby się tak bardzo nie denerwowała.
Czeka mnie więc jeszcze sprzątnięcie dziadka rzeczy i ogólnie całego pokoju (wiem, że część rzeczy, np. pościel i łóżko, po prostu będzie trzeba wyrzucić - nawet opiekunka nam to doradzała). Ale na to przyjdzie czas później. Muszę do tego dojrzeć. Jak na razie pokój dziadka jest zamknięty, bo mam problem, żeby tam wejść. Oczywiście wchodzę tam jak muszę, np. po nr dziadka emerytutury potrzebny zakładowi pogrzebowemu do zasiłku. Zresztą większość rzeczy po tacie jeszcze leży w szafie, bo nie miałyśmy z mamą serca ich wydać lub wyrzucić. Zdaję sobie sprawę, że z rzeczami i pokojem dziadka będziemy musiały z mamą zrobić wcześniej porządek, bo to jedyne wyjście, żeby odzyskać salon. Na chwilę obecną wszystko jest tak jak było za życia dziadka lub jak zostawili grabarze. Nie czuję się nawet na siłach, żeby odłożyć na łóżko pościel, którą przełożyli pracownicy zakładu pogrzebowego. Może po pogrzebie. W przyszłym tygodniu chciałabym się umówić z opiekunką, która przyjeżdrzała do dziadka, żeby podjechała zabrać środki czystości i może jakieś leki. Szkoda, żeby to się zmarnowało. Muszę pamiętać, żeby dać jej jeszcze wodę zapachową, która była w komplecie z żelem, który dałam / wzięłam dla dziadka. Może zapach bardziej damski, bo kwiatowy, ale wiecie, od kiedy zostałyśmy z mamą i dziadkiem same, takie nam bardziej "schodziły". Ja już i tak go nie zużyję, ponieważ zapach za bardzo kojarzy mi się z dziakiem.
Oczywiście nie obyło się bez awantury. Oczywiście też już wcześniej mówiłam mamie, że tak będzie. Ciotka przylazła chwilę popłakała (choć nie wiem na pewno, bo jej się dokładnie nie przyglądałam). A po chyba po 5 minutach chciała zabierać się za sprzątanie, bo pod fotelem stała miska (było mi wygodniej mieć ją w pokoju dziadka i nie latać i nie szukać jej jak przyjedzie opiekunka), bo stała woda mineralna (jedna pusta i dwie częściowo opróżnione, bo dziadek jeszcze parę dni temu jeszcze sam pił, a starałam się, żeby u dziadka zawsze 2-3 butelki wody, żeby woda nie była zimna, a dziadek nie zwracał uwagi na to, czy poprzednią butelkę wody wypił do końca, tylko brał pierwszą, która nawinęła się pod rękę. Zresztą nawet nie jestem wstanie Wam powiedzieć, od kiedy stała ta pusta butelka, bo byłam ostatnio taka zagoniona. Zwłaszcza w sobotę, bo po mału zaczęłam szykować się na sylwestra - zrobiłam sałatkę i bigos (mama miała na niego ochotę, choć nie powinna jeść kapusty, mam nadzieję, że jej nie zaszkodzi)). Na nic się nie zdały mamy i moje zapewnienia, że to nie czas na to. Więc jak po raz któryś chciała wynosić butelki, to po prostu nie wytrzymałam o dosadnie jej wykrzyczałam, że sprzątać ma u siebie. To się obraziła i wyszła. A za chwilę przyleciał jej mężuś z wrzaskiem na mnie że ja nie mam nic do powiedzenia (u siebie w domu). I proszę nie oceniajcie mnie źle. Były dwa zasadnicze powody, że puściły mi nerwy.
Po pierwsze, od jakiegoś czasu ciotka, jej mężuś i ich synalek co raz usilniej starali się narzucić mamie i mi jak mamy żyć i co robić. No sorry, ale mój dom to mój dom (a nie ich) i to my z mamą będziemy decydować co mamy w ogrodzie i jak wygląda nasz dom. I jeśli chce mieć bałagan (lub co jest bliższe prawdy nie mam czasu i siły idealnie wszystkiego wysprzątać) to tylko moja sprawa i nikomu nic do tego (uwagę może mi tylko zwracać mam, bo to też jej dom). Nie pozwolę już nikomu wchodzić mi na głowę, więc albo oni to zrozumieją albo będą leciały wióry (w końcu jeśli sama nie zawalczę o swoje prawa, to nikt za mnie tego nie zrobi).
Po drugie, nie będę robiła czegoś na siłę lub wbrew sobie. Nie jestem (czy raczej nie byłam) w stanie maksymalnie 1-1,5 godziny po dziadka śmierci wyrzucać rzeczy, które były jeszcze chwilę przedtem potrzebne do opieki nad dziadkiem. Pomimo argumentów, że i tak nie będę piła tej wody (tak, wiem, że ta woda jest do wylania) czy trzeba sprzątnąć, bo jak cię widzą tak cię piszą (a w dupie mam co ktoś o mnie pomyśli, jeśli przed chwilą umarł członek mojej najbliższej rodziny, zwłaszcza, że dziadek był umyty i miał czystą pościel). Zresztą każdy normalny człowiek (zwłaszcza taki, który wie co oznacza opieka nad chorym) zrozumie, że rzeczy potrzebne do opieki nad chorym są na widoku i pod ręką. Przynajmniej ja uważam, że dom to nie mauzolemu czy muzeum i to co jest potrzebne trzymam na wierzchu i pod ręką a nie pochowane po szafach (w przypadku mamy lekarstw też tak jest - są wyłożone na półce obok mamy łóżka).
Myślałam, że jestem przygotowana na odejście dziadka. I płakać nie będę. W końcu nawet nie wiem czy go lubiłam jako człowieka (dlaczego już Wam nie napiszę - o zmarłych mówi się dobrze lub w cale). Zajmowałam się nim sama (z pomocą opiekunki) od czasu, kiedy mama zachorowała, czyli od ostatnich dni września. Trochę się napatrzyłam, zwłaszcza pod koniec. Ale i tak łezki mi poleciały, kiedy zakład pogrzebowy zabierał dziadka. Nawet pisząc to w paru momentach się popłakałam. Z drugiej strony doskonale wiem, że teraz będzie mi lżej. Kiedy mama zostanie przyjęta na oddział (w styczniu mama ma wyznaczone takie dwa wekendy) będę mogła spokojnie poczekać na lekarza, a nie spieszyć się do dziadka. Będąc u mamy nie będę się zastanawiała co po powrocie zastanę w domu. Nie będę się zastanawiała czy prać dziadka pościel, pidżamy czy włane rzeczy. Nie będę się zastanawiała w co ręce włożyć, bo miałam problem żeby się ze wszystkim wyrobić. Nawet mama raz stwierdziła, że powinnam się "rozczworzyć", żeby dobrze zaopiekować się mamą, dziadkiem, sprzątnąć dom i znaleźć czas na zabawę z psem i odpoczynek (zwłaszcza na to ostatnie, bo momentami już po prostu na nic nie miałam już siły).
Wiem, że wyszedł mi długi post, ale musiałam to z siebie wyrzucić. Jeszcze raz proszę, żebyście mnie źle nie oceniali i wybaczyli moje narzekania. Przepraszam też za ewentualne literówki i błędy ortograficzne. Nie mam siły sprawdzić tego tekstu pisanego na telefonie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz