wtorek, 4 grudnia 2018

Dzień #1

Cześć
Czas zacząć walkę z własnym introwertyzmem i powoli otworzyć się na innych, czyli wyjść z własnej skorupy. Być może tym co zaraz napiszę, zaskarbię sobie pewną niepochlebną łatkę, ale z drugiej strony czasy, kiedy problemy psychiczne były tematem tabu dawno minęły. Dziś zaczynam walkę z depresją. Mam nadzieję, że "magiczne tabletki" naprawdę mi pomogą i zacznę lepiej funkcjonować, czyli zacznę ogarniać wszystkie obowiązki.

Jak się dobrze nad tym zastanowić, to nawet nie powinnam się dziwić, że wpadłam w depresję. Już po taty śmierci w październiku 2015 r. było nam bardzo ciężko, bo tata wyszedł jak co dzień i po prostu nie wrócił. Ok. roku potrzebowałyśmy z mamą, żeby się pozbierać. Później coraz większe problemy w pracy, bo zespół się posypał (na około 1,5 miesiąca zostałam sama ze stażystką, przez kolejne ok. 1,5 miesiąca była jeszcze jedna dziewczyna,  pracy nie ubyło - problem z wyrobieniem się miałyśmy nawet, gdy byłyśmy w piątkę - trzy normalne pracownice i dwie stażystki) a szefostwo dało ciała i pojechało sobie na wczasy. W zeszłym roku złamałam nogę - od lutego do września chodziłam w bucie ortopedycznym, a później miałam problem z rozchodzeniem stawu skokowego. Konsekwencją tego złamania była też konieczność szukania nowej pracy. Od lutego tego roku pracuję u spoko babki.  26 września zachorowała mama. A wczoraj się dowiedziałam, że raczej nie będę mogła wrócić do pracy. Niestety moja szefowa jest zmuszona do znalezienia kogoś na moje miejsce. Zresztą ją nawet rozumiem. Od momentu, gdy mama zachorowała, musiała radzić sobie sama, a też musi czasami wyjść, załatwić swoje sprawy. Więc potrzebuje kogoś na miejscu w biurze. Mam świadomość, że na zastępstwo na kilka miesięcy (nawet nie wiem na jak długo, bo wszystko zależy jak długo mama będzie chorowała) raczej nikt nie będzie chciał przyjść. Z drugiej strony jeśli ten ktoś się sprawdzi, to pewnie już zostanie na dłużej.

Pierwsza pigułka już za mną. Ale żadnych efektów nie widzę. Pewnie będę musiała je brać przez co najmniej kilka tygodni, aby zaczęły działać. Ciężko mi się dzisiaj pozbierać i zabrać za sprzątanie. Co chwilę zbiera mi się na płacz i najchętniej zaszyłabym się, gdzieś pod kocem. Ale to pewnie uroki depresji. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz