niedziela, 6 stycznia 2019

Niedziela, 06.01.2019 r.

Już jest po pogrzebie dziadka. Pogrzeb był w czwartek, a w piątek mama trafiła na odział. Całe szczęście w poniedziałek mama już wychodzi. Ale tym przyjęcie na oddział tak wolno szło, że poraz kolejny nie zdążyłam porozmawiać z lekarzem. Z domu wychodziłyśmy koło 7-mej a wróciłam prawie o 15.30. A i tak wracałam taksówką, żeby być szybciej. Biedny piesek siedział cały czas zamknięty w domu.
Ale byłam już dużo spokojniejsza, wiedząc, że dziadek już nie czeka w domu. Wiem, że pies wytrzyma i większego bałaganu.

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Dzień #31 i #32

Cześć.
No i stało się. W niedzielę rano zmarł mój dziadek. Z jednej strony niby widziałam, że coś się dzieje, ale z drugiej trochę myślałam, że to tylko Alzheimer. Jeszcze w sobotę mówiłam mamie, że dziadkowi może jeszcze się poprawi. Zresztą i tak starałam się mówić mamie wszystkiego, żeby się tak bardzo nie denerwowała.
Czeka mnie więc jeszcze sprzątnięcie dziadka rzeczy i ogólnie całego pokoju (wiem, że część rzeczy, np. pościel i łóżko, po prostu będzie trzeba wyrzucić - nawet opiekunka nam to doradzała). Ale na to przyjdzie czas później. Muszę do tego dojrzeć. Jak na razie pokój dziadka jest zamknięty, bo mam problem, żeby tam wejść. Oczywiście wchodzę tam jak muszę, np. po nr dziadka emerytutury potrzebny zakładowi pogrzebowemu do zasiłku. Zresztą większość rzeczy po tacie jeszcze leży w szafie, bo nie miałyśmy z mamą serca ich wydać lub wyrzucić. Zdaję sobie sprawę, że z rzeczami i pokojem dziadka będziemy musiały z mamą zrobić wcześniej porządek, bo to jedyne wyjście, żeby odzyskać salon. Na chwilę obecną wszystko jest tak jak było za życia dziadka lub jak zostawili grabarze. Nie czuję się nawet na siłach, żeby odłożyć na łóżko pościel, którą przełożyli pracownicy zakładu pogrzebowego. Może po pogrzebie. W przyszłym tygodniu chciałabym się umówić z opiekunką, która przyjeżdrzała do dziadka, żeby podjechała zabrać środki czystości i może jakieś leki. Szkoda, żeby to się zmarnowało. Muszę pamiętać, żeby dać jej jeszcze wodę zapachową, która była w komplecie z żelem, który dałam / wzięłam dla dziadka. Może zapach bardziej damski, bo kwiatowy, ale wiecie, od kiedy zostałyśmy z mamą i dziadkiem same, takie nam bardziej "schodziły". Ja już i tak go nie zużyję, ponieważ zapach za bardzo kojarzy mi się z dziakiem.
Oczywiście nie obyło się bez awantury. Oczywiście też już wcześniej mówiłam mamie, że tak będzie. Ciotka przylazła chwilę popłakała (choć nie wiem na pewno, bo jej się dokładnie nie przyglądałam). A po chyba po 5 minutach chciała zabierać się za sprzątanie, bo pod fotelem stała miska (było mi wygodniej mieć ją w pokoju dziadka i nie latać i nie szukać jej jak przyjedzie opiekunka), bo stała woda mineralna (jedna pusta i dwie częściowo opróżnione, bo dziadek jeszcze parę dni temu jeszcze sam pił, a starałam się, żeby u dziadka zawsze 2-3 butelki wody, żeby woda nie była zimna, a dziadek nie zwracał uwagi na to, czy poprzednią butelkę wody wypił do końca, tylko brał pierwszą, która nawinęła się pod rękę. Zresztą nawet nie jestem wstanie Wam powiedzieć, od kiedy stała ta pusta butelka, bo byłam ostatnio taka zagoniona. Zwłaszcza w sobotę, bo po mału zaczęłam szykować się na sylwestra - zrobiłam sałatkę i bigos (mama miała na niego ochotę, choć nie powinna jeść kapusty, mam nadzieję, że jej nie zaszkodzi)). Na nic się nie zdały mamy i moje zapewnienia, że to nie czas na to. Więc jak po raz któryś chciała wynosić butelki, to po prostu nie wytrzymałam o dosadnie jej wykrzyczałam, że sprzątać ma u siebie. To się obraziła i wyszła. A za chwilę przyleciał jej mężuś z wrzaskiem na mnie że ja nie mam nic do powiedzenia (u siebie w domu). I proszę nie oceniajcie mnie źle. Były dwa zasadnicze powody, że puściły mi nerwy.
Po pierwsze, od jakiegoś czasu ciotka, jej mężuś i ich synalek co raz usilniej starali się narzucić mamie i mi jak mamy żyć i co robić. No sorry, ale mój dom to mój dom (a nie ich) i to my z mamą będziemy decydować co mamy w ogrodzie i jak wygląda nasz dom. I jeśli chce mieć bałagan (lub co jest bliższe prawdy nie mam czasu i siły idealnie wszystkiego wysprzątać) to tylko moja sprawa i nikomu nic do tego (uwagę może mi tylko zwracać mam, bo to też jej dom). Nie pozwolę już nikomu wchodzić mi na głowę, więc albo oni to zrozumieją albo będą leciały wióry (w końcu jeśli sama nie zawalczę o swoje prawa, to nikt za mnie tego nie zrobi).
Po drugie, nie będę robiła czegoś na siłę lub wbrew sobie. Nie jestem (czy raczej nie byłam) w stanie maksymalnie 1-1,5 godziny po dziadka śmierci wyrzucać rzeczy, które były jeszcze chwilę przedtem potrzebne do opieki nad dziadkiem. Pomimo argumentów, że i tak nie będę piła tej wody (tak, wiem, że ta woda jest do wylania) czy trzeba sprzątnąć, bo jak cię widzą tak cię piszą (a w dupie mam co ktoś o mnie pomyśli, jeśli przed chwilą umarł członek mojej najbliższej rodziny, zwłaszcza, że dziadek był umyty i miał czystą pościel). Zresztą każdy normalny człowiek (zwłaszcza taki, który wie co oznacza opieka nad chorym) zrozumie, że rzeczy potrzebne do opieki nad chorym są na widoku i pod ręką. Przynajmniej ja uważam, że dom to nie mauzolemu czy muzeum i to co jest potrzebne trzymam na wierzchu i pod ręką a nie pochowane po szafach (w przypadku mamy lekarstw też tak jest - są wyłożone na półce obok mamy łóżka).
Myślałam, że jestem przygotowana na odejście dziadka. I płakać nie będę. W końcu nawet nie wiem czy go lubiłam jako człowieka (dlaczego już Wam nie napiszę - o zmarłych mówi się dobrze lub w cale). Zajmowałam się nim sama (z pomocą opiekunki) od czasu, kiedy mama zachorowała, czyli od ostatnich dni września. Trochę się napatrzyłam, zwłaszcza pod koniec. Ale i tak łezki mi poleciały, kiedy zakład pogrzebowy zabierał dziadka. Nawet pisząc to w paru momentach się popłakałam. Z drugiej strony doskonale wiem, że teraz będzie mi lżej. Kiedy mama zostanie przyjęta na oddział (w styczniu mama ma wyznaczone takie dwa wekendy) będę mogła spokojnie poczekać na lekarza, a nie spieszyć się do dziadka. Będąc u mamy nie będę się zastanawiała co po powrocie zastanę w domu. Nie będę się zastanawiała czy prać dziadka pościel, pidżamy czy włane rzeczy. Nie będę się zastanawiała w co ręce włożyć, bo miałam problem żeby się ze wszystkim wyrobić. Nawet mama raz stwierdziła, że powinnam się "rozczworzyć", żeby dobrze zaopiekować się mamą, dziadkiem, sprzątnąć dom i znaleźć czas na zabawę z psem i odpoczynek (zwłaszcza na to ostatnie, bo momentami już po prostu na nic nie miałam już siły).
Wiem, że wyszedł mi długi post, ale musiałam to z siebie wyrzucić. Jeszcze raz proszę, żebyście mnie źle nie oceniali i wybaczyli moje narzekania. Przepraszam też za ewentualne literówki i błędy ortograficzne. Nie mam siły sprawdzić tego tekstu pisanego na telefonie.

sobota, 8 grudnia 2018

Dzień #8 i #9

Cześć.
Mama nadal leży w szpitalu. A ja nie wiem jak mam się dobudzić. Na ból głowy już żadne tabletki nie pomagają. A wszystko przez trzecią z rzędu nieprzespaną noc. Z czwartku na piątek były nerwy z powodu maminego szpitala i jeszcze dziadek zamiast spać buszował po kuchni. Z piątku na sobotę dziadek znowu zamiast spać buszował po kuchni (koło północy i 4-tej nad ranem). Dzisiejszej nocy o 1-szej musiałam wstać i dziadka do toalety zagnać bo chciał załatwić potrzebę w korytarzu. O 4-tej też się wałęsał po korytarzu. A niestety on cicho nie potrafi się zachowywać. Oczywiście każda wizyta dziadka w kuchni wiąże się z koniecznością jej zdezynfekowania. Niestety dziadek zapomina o konieczności mycia rąk. Chyba jest to efekt alzhaimera. Dziadek jest po dziewięćdziesiątce, a nie wiem czy w latach jego młodości zwracano taką uwagę na mycie rąk.

piątek, 7 grudnia 2018

Dzień #6 i #7

Cześć.
Przepraszam, że wczoraj nie było wpisu. Ale najpierw ciotka podniosła mi ciśnienie, później byłam u kosmetyczki (od kilkunastu miesięcy walczę z ropniem przy paznokciu palucha, więc to była wizyta z konieczności a nie dla przyjemności czy urody), a wieczorem pakowałam mamę na kolejny pobyt w szpitalu. Wyjechałyśmy trochę po 6.30 a wróciłam po 13-tej chociaż z lekarzem nie zdążyłam porozmawiać z lekarzem, bo jeszcze go nie było.
A co u mnie? Od 3-4 dni co raz słabiej jem. Dziś rano zjadłam dosłownie dwa kęsy kanapki i na obiad 3 pierogi. I czuję, że mi ciężko na żołądku. Zresztą zauważyłam, że brak apetytu to u mnie reakcja na stres. Przed wakacjami ważyłam 73-74 kg, później nawet nie wchodziłam na wagę, bo bałam się że za dużo pokaże. Wczoraj ważyłam 63,6 kg. Może to nie jest taki duży spadek, ale n pewno nie celowy, zwłaszcza że obrzerałam się słodyczami, ze dwa razy jadłam pizzę, a podczas poprzedniego pobytu mamy w szpitalu często gęsto dojadałam się hot-dogami.

środa, 5 grudnia 2018

Dzień #5

Cześć
Dziś jestem ledwo żywa. Raz, że wczoraj było bardzo nerwowo. Jeezcze wieczore musiałam ogarnąć trochę po wizycie opiekunki. Jeszcze w nocy dziadek hałasował, bo nie zapalił sobie światła i się rozbijał po pokoju. Z resztą i tak bardzo źle sypiam. Nie pamiętam już kiedy porządnie się wyspałam. Chyba przed mamy chorobą. Niby dostałam tabletki na lepsze spanie, ale boję się je brać. Boję się, że się nie obudzę jeśli mama będzie mnie potrzebować lub dziadek sobie coś zrobi.

wtorek, 4 grudnia 2018

Dzień #4

Cześć

Wczoraj w końcu wzięłam się trochę za domowe porządki. Umyłam u dziadka podłogę, a dziś się zastanawiam jaki był w tym sens. Dziadek po raz kolejny w ostatnich tygodniach załatwił swoje potrzeby do łóżka. Siuśki sprzątnę bez większego problemu (może nie jest to przyjemne, ale zapach da się wytrzymać). Niestety tym razem nie były to siuśki. Niestety smród wywołuje u mnie odruch wymiotny, więc nawet nie jestem wstanie wejść do jego pokoju. Mama niestety też nie jest wstanie zejść do niego umyć go i zmienić całą pościel. Nawet nie wiecie jaki jest problem ze znalezieniem opiekunki "na godziny" i to jeszcze żeby mogła w miarę szybko przyjechać. Większość woli przychodzić na więcej godzin w ciągu dnia i zarobić większe pieniądze. A na to mnie niestety nie stać. I już uprzedzam, że za opiekunkę z MOPS-u też trzeba zapłacić. Niestety dziadek ma stosunkowo wysoką emeryturę, więc ta "dopłata" byłaby wysoka. Z drugiej strony, my z mamą nie możemy skorzystać z tych pieniędzy. Parę lat temu dziadek przepisał rodzicom dom za "dożywocie" (od tego czasu nasza sytuacja zmieniła się na gorsze, głównie dlatego, że tata zmarł). A znając naszą rodzinę (mamy siostrę i jej synalka) to po dziadka śmierci od razu przylecą po spadek i jeszcze pewnie będzie im mało pieniędzy. Wydaje mi się, że zakończy się to porządną awanturą - nawet już mamie wspominałam, że dobrze by było, gdyby przy tej rozmowie był prawnik.
Zresztą na pomoc rodziny w takich sytuacjach jak ta dzisiejsza też nie mogę liczyć. Niby by przyszli pomóc, ale najpierw mama musiałaby się przez telefon nasłuchać, a potem pewnie przy każdej sytuacji by to wypominali. Przy poprzedniej takiej sytuacji mama zadzwoniła do swojej siostry i się na słuchała. Całe szczęście udało mi się zorganizować opiekunkę i nie musieli przychodzić, ale jak mama dzwoniła im powiedzieć, że nie muszą przychodzić, to tylko słyszałam, że przeprasza, że dzwoniła. No sorry, ale żeby mama musiała przepraszać swoją siostrę za to, że dzwoni, bo dziadek coś nabroił???!!! Zresztą ta część mojej rodziny to większy temat, który na pewno kiedyś, być może niedługo, poruszę.

P.S. Nie przejmujcie się tym, że wszystkie 4 wpisy pojawiły się z datą dzisiejszą. Postanowiłam Mój Dziennik całkowicie oddzielić od strony Moje pasje - Mój świat. Niech tamta część mojej aktywności w sieci będzie pozytywna, niezmącona ciemniejszą stroną mojego życia, czyli problemami i depresją.

Dzień #3

Cześć

U mnie w Bydgoszczy dziś paskudna pogoda. Niby zimno nie jest. Ok godziny 8-mej rano było 7-8 C. Ale była też dość duża mgła, która niby się podniosła, lecz zgniłe, mokre powietrze zostało. Dziadka musiałam chyba 4 razy wywalać z łóżka, żeby śniadanie dokończył i wziął tabletki. Całe szczęście za każdym razem posłuchał a nie rzucił się do bicia jak to on potrafi.

Już za chwilę Gwiazdka (wczoraj rozpoczął się Adwent, a do świąt zostało 20-21 dni). A ja jakoś nie mogę wykrzesać z siebie radości z oczekiwania na święta. Coś czuję, że będą to jedne ze smutniejszych świąt w moim życiu. Żadnych specjałów szykować nie będę - raz że nie mam zbyt wiele czasu, a dwa że i tak więcej niż zwykle nie zjemy. Wg powiedzenia: święta,ze ja do ze ja do święta i po świętach. Wczoraj na blogu pojawiła się akcja Adwent 2018. Może ona pomoże mi wykrzesać choc trochę entuzjazmu, bo to w końcu taki radosny czas.